Giorgione – Śpiąca Wenus. 1510

Oglądający – czy raczej podglądający – uśpioną Afrodytę popełniają świętokradztwo podwójne: widzą i ponętną kobietę, i boginię. Śpi, więc nie może (lub nie chce) bronić się przed natarczywymi spojrzeniami. Okrywa ją tylko doskonała uroda oraz brak jakichkolwiek sygnałów zalotności. Śpi dla siebie, nie dla nas. Przecież ku nam zwrócona.

Najbardziej jawna jest prawa pacha bogini, idealna, więc bezwłosa. Nad nią już w pełni renesansowa twarz z cienko zarysowaną linią brwi, drobnymi ustami, mocnym podbródkiem. Wspaniałe, brązowe z miedzianym połyskiem włosy okalają doskonały owal i przekonują o konieczności podłożenia pod głowę prawego przedramienia.

Dziewczęce piersi prowadzą wzrok ku wypukłości brzucha, który wraz z pełnymi udami znamionuje kobietę dojrzałą, gotową do namiętności. Duża dłoń przysłania palcami łono. Nogi raczej mocne niż smukłe. Stopa wydaje się być od dłoni mniejsza.

Światło pada na Wenus z lewej strony, wyraźnie z góry, a więc to nie jasny obłok ze strony prawej i widniejące w dali niebo pozwalają nam uczestniczyć w tym, co Zakazane. Najwyraźniej pomocnikiem jest ktoś inny. Czy to on też podesłał na mchu wspaniałe jedwabie i bogate zwoje materiału rodem z Dworu Ziemskiego lub Niebiańskiego? Nie wiemy, ale jesteśmy mu wdzięczni.

W tle, które dopiero teraz dostrzegamy, trwa nasza Cywilizacja: zabudowania u stóp niszczejących murów zamkowych, ale żadnej krowy, konia… żadnej istoty ludzkiej. Daleki pałac na tle niebiesko zaznaczonych gór tym bardziej nie burzy spokoju. Za odległym jeziorem ledwie zaznaczona kreska wieży czy wiatraku.

Właśnie spokój, harmonia, powaga piękna – mogą być uznane za temat dzieła, które namalował Giorgione tuż przed śmiercią. Uważa się nawet, że obraz wykończył już Tycjan. Co ciekawe, nie ma na płótnie elementów, których można by się spodziewać: ani towarzyszącego zazwyczaj Afrodycie bożka Erosa, ani też jego łuku i strzał. Nie ma częstych w tamtej epoce przepiórek ani małych piesków, przypominających o rozkoszy cielesnej. Nie o rozkosz tu idzie.

Bogowie są nadzy.