Henryk de Valois (III tego imienia)

Nijak używać nazwy ‘Walezy’; coś między ‘Walery’ a ‘wylazły’, ‘spełzły’. Choć właśnie jego panowanie spełzło – na niczym?

Według Anglików, problemy Francuzów są uczuciowej natury. No… może. W każdym razie Hendryś był chłopcem bardziej kochanym przez słynną mamę (Katarzynę Medycejską) niż jego starszy brat, król Francji, Karol IX. Brat więc chciał go mieć jak najdalej od Paryża, mama zaś – na tronie. Nadarzała się Polska, egzotyczna jak nie przymierzając Iran.

Henryk de Valois, dziedzicznie obciążony (co przekonująco pokazuje film „Królowa Margot”), radził sobie nieźle zarówno na polu bitwy, jak i w łożnicy, gdzie nie gardził obydwiema płciami. Czy byłby dobrym królem? Niewykluczone, doświadczenie zdobywał w naprawdę niebezpiecznym czasie i miejscu. To bowiem, co nazywamy „nocą św. Bartłomieja”, trwało kilka tygodni i poprzedzone było różnymi, nie mniej barwnymi atrakcjami (ot, pewnego słonecznego dnia wymordowano 900 dziewcząt francuskich, „zużytych” przez żołdactwo w trakcie religijnej wojny. Po innej bitwie zabito z górą pięć tysięcy jeńców. A co!). Po owej nocy arystokratyczny morderca odesłał głowę patrioty, ale i hugenoty, konetabla Coligny, na adres papieża Grzegorza XIII. Ciekawe, co Grześ z nią robił.