Księżna Kinga, Tatarzy i Jerzy Szowarski

Czyli rzecz o węgierskim rycerzu i jego sądeckiej rycerskiej przygodzie.

Dnia 8 listopada Roku Pańskiego 1292, na mocy przywileju Wacława II (wówczas jeszcze nie króla polskiego, ale już księcia krakowskiego), w widłach Dunajca i Kamienicy założony został Nowy Sącz. Miasto powstało na gruntach wsi Kamienicy, która stanowiła jedną z nielicznych wówczas osad Sądecczyzny położonych na wschód od linii rzek Dunajca i Popradu. Kiedy dziś spojrzelibyśmy na Kotlinę Sądecką z lotu ptaka albo też z wierzchołków okalających ją wzgórz dostrzeżemy bez trudu, że osadnictwo skupia się przede wszystkim na prawobrzeżu dwóch wspomnianych rzek, przed końcem XIII w. było jednak inaczej.

Lokacja Nowego Sącza, którego kolejną rocznicę właśnie obchodzimy, przyczyniła się diametralnie do zmian osadniczych w ziemi sądeckiej. Niebawem po utworzeniu miasta zaczęły wokół niego powstawać coraz to nowe miejscowości, a tutejsze dziewicze dotąd lasy zaczęły szybko ustępować miejsca gospodarstwom i polom uprawnym. Działo się to jednak dopiero w XIV w., podczas gdy pierwotne centrum osadnicze naszego regionu leżało w innej okolicy – w rejonie dzisiejszego Podegrodzia (gdzie istniał pierwszy sądecki gród). Na prawym brzegu Dunajca i Popradu przed lokacją Nowego Sącza odnotowujemy ze źródeł pisanych ledwie kilka wsi, leżących zresztą większości blisko siebie i zazwyczaj tuż przy wspomnianych dwóch rzekach. Były to idąc od południa: Żeleźnikowa, Myślec, Biegonice, Kamienica, Łubnia, Zabełcze, Wielopole, Wielogłowy, Zbyszyce i nieco dalej na północ Tropie.

Każda z wymienionych miejscowości posiada własną wyjątkową historię i o każdej można by wiele mówić i pisać. My jednak, chcąc trzymać się głównego „rycerskiego” wątku naszych comiesięcznych rozważań, skierujemy swoją uwagę ku trzem z nich, tj. Zabełczu, Wielopolu i Wielogłowom. Z tymi trzema dawnymi wioskami (gdyż Zabełcze stanowi dziś część Nowego Sącza) wiąże się niezwykle interesująca postać rycerza, który pochodził z Węgier i tam też ostatecznie znowu osiadł, jednak „po drodze” zapisał też ważną kartę w dziejach ziemi sądeckiej.

Wspomniane trzy miejscowości pojawiają się po raz pierwszy w źródłach w 1273 r., kiedy to książę krakowsko-sandomierski Bolesław Wstydliwy nadał je swemu podkomorzemu (później wojewodzie) Ottonowi z rodu Toporów. Warto przy tym zaznaczyć, że wsie te powstać musiały już jakiś czas wcześniej, skoro w nadaniu mowa jest o nich jako o istniejących już osadach.

Toporczyk niezbyt długo utrzymał jednak w swoich rękach otrzymane wsie. Już w 1285 r. odebrał mu je bowiem książę Leszek Czarny. Powodem, dla którego tak się stało, był udział Ottona w buncie małopolskich możnych przeciw Leszkowi. Otton wspólnie z krewniakami Żegotą i Januszem próbował nie dopuścić księcia do rządów w Krakowie, jednak bunt zakończył się klęską; 3 maja 1285 r., w starciu pod Bogucicami książę Leszek rozgromił swoich przeciwników. I w tym właśnie miejscu pojawia się nasz wspomniany Węgier: rycerz Jerzy Sóvári, zwany też przez naszych dawnych autorów Szowarskim oraz Szymonowicem. Pochodził on z węgierskiego rodu Bokszów (Baksa), był synem Szymona, a wnukiem Tamása, znanego z lat 1217 – 1231 protoplasty rodu. Sam Jerzy (o którym Słowacy mówią Juraj, a Węgrzy – György) pojawia się w źródłach węgierskich w roku 1271.

Odwrotnie niż Otto, Jerzy stanął po stronie Leszka Czarnego. Przybył on do Małopolski z Węgier na czele posiłków przysłanych na pomoc krakowskiemu księciu przez zaprzyjaźnionego z nim króla Węgier Władysława IV. Brał udział w zwycięskiej dla Leszka bitwie pod Bogucicami, gdzie został ponoć nawet dość poważnie ranny. To jednak nie wszystko; później, na przełomie 1287 i 1288 r. wspomagał również Małopolan w obronie przed najeźdźcami tatarskimi. I w uznaniu tych właśnie zasług książę Leszek nadał mu trzy wsie nad Dunajcem.

Co szczególnie dla nas ciekawe, Jerzy walczyć miał z Tatarami na terenie ziemi sądeckiej, ratując nawet z opresji siostry klaryski i samą księżną Kingę. Zachowały się w interesujące opisy tych walk, przekazane nam przez Szczęsnego Morawskiego oraz ks. Jana Sygańskiego, pełne niesamowitych i cudownych zdarzeń.

Zgodnie z przekazami obu zacnych dziejopisów świątobliwe panny (w liczbie ponad siedemdziesięciu) miały skryć się w zameczku w Pieninach, gdzie jednak najeźdźcy wytropili je i zaczęli niewielką górską warownię atakować zawzięcie z pobliskich wzgórz. Wtedy właśnie na pomoc przybył rycerz Jerzy, choć i siły natury z Bożego rozkazu stanęły przeciw barbarzyńskim najeźdźcom. Oddajmy zresztą głos samemu ks. Sygańskiemu, który tak niezwykłe te wydarzenia opisuje:

„Kinga w kapliczce zamkowej wśród sióstr i duchowieństwa padłszy na kolana, gorącemi łzami, żarem modlitwy żebrała od Boga zmiłowania i Bóg ją wysłuchał! Mimo chłodnej pory zawisła gęsta mgła, a potem zawyła sroga burza: powyrywane nią drzewa i skały walą się na oblegających, huczy i wzbiera coraz bardziej Dunajec, utrudniając przeprawę; na dalszych pagórkach poczynają się ukazywać waleczni żołnierze węgierscy Jerzego Szowarskiego”, „musieli zatem Tatarzy zaniechać zdobycia zamku i uchodzić śpiesznie, lecz w odwrocie tym napadnięci niespodzianie przez Węgrzynów pod Starym Sączem, tak krwawą od nich i od samych mieszkańców dwukrotnie ponieśli porażkę, iż najspieszniej opuścili ziemię sądecką i już nigdy do tych okolic nie dotarli więcej.”

Tyle na ten temat ks. Sygański; a Szczęsny Morawski pisze jeszcze o innym, wcześniejszym starciu sił Jerzego z Tatarami – gdzieś w rejonie Piwnicznej i Mniszka, w miejscu zapamiętanym w ludowym podaniu, zwanym Kobylik. Podczas tej walki pod Jerzym paść miał koń i uratował go jeden z wiernych jego ludzi, który w chwili najgorętszych zmagań podał mu innego wierzchowca. Stamtąd, pokonawszy Tatarów, udał się Szowarski ze swym wojskiem w Pieniny, do oblężonej Kingi, a następnie skierował się w kierunku Rytra. Tutaj ulokował się na górze Makowicy, skąd obserwował Tatarów panoszących się po Sączu i tamtejszym klasztorze. Tak doczekał tego dnia zmroku, a pod osłoną nocy puścił się ze swymi ludźmi w dół ku wrogom.

Do bitwy doszło według podania na przedmieściu Sącza (mowa wciąż oczywiście o dzisiejszym Starym Sączu) od strony Węgier, w rejonie dzisiejszego tzw. Starego cmentarza i kaplicy św. Rocha. Pokonani Tatarzy uciekali stąd podobno prosto w kierunku wschodnim, w stronę Popradu. Tam zaś, gdzie stoczono walkę, pochowani zostali polegli w boju i na tym miejscu wybudowano później istniejący do dziś barokowy kościółek. Co ciekawe, historia ta znajduje pewne potwierdzenie w opiniach współczesnych badaczy, według których obecny kościół św. Rocha i św. Sebastiana prawdopodobnie stanął na miejscu znacznie starszej budowli sakralnej (będąc już trzecią świątynią na tym miejscu).

Tymczasem, po przegnaniu hord tatarskich Leszek Czarny wynagrodził Jerzego wymienionym wyżej nadaniem trzech wsi, w których posiadaniu także on nie pozostał jednak zbyt długo. Nie wiemy dokładnie w jakich okolicznościach, wkrótce po śmierci Leszka (w latach 90. XIII w.), miejscowości te wróciły w ręce Ottona Toporczyka. Zgodnie z przekazem Szczęsnego Morawskiego Jerzy porozumiał się z nim i zwrócił mu jego dawne dobra, ale nie wiadomo bliżej na jakich warunkach.

Na pewno wszakże powodem, dla którego Jerzy tak łatwo pozbył się dopiero co uzyskanych dóbr był fakt, że wszedł on w posiadanie innych, bardziej dochodowych majętności, na Węgrzech. W 1288 r. otrzymał tam, od króla Władysława IV, w uznaniu zasług w dawniejszych walkach z Przemysłem Otokarem II i niedawnych z Tatarami, trzy miejscowości w komitacie Szarysz, wraz z pobliskimi „źródłami solnymi”.

Miejscowości owe to: Šovar, Sópotok („Solny Potok”) i Delňa. Wszystkie leżały blisko siebie, zasadniczo na terenie dzisiejszego słowackiego miasta Preszowa, głównie jego południowej dzielnicy Solivar. W tej też okolicy Jerzy wzniósł sobie jako siedzibę obronny zamek. Położony był on kilka kilometrów na wschód od dzisiejszego Solivaru, na wzniesieniu koło Ruskej Novej Vsi; do dziś istnieją pozostałe po nim ruiny, określane jako „zbójnicki zamek” (Zbojnícky hrad) Soľnohrad.

Zamek ten, stanowiący siedzibę Jerzego i jego potomków, w źródłach z początku XIV w. określany jest jako castrum Sowar. Dopiero też właściwie od tej swojej nowej siedziby, Jerzy zaczął określać się jako Sóvári. Poza tym przyjął też przydomek Soós (co tłumaczyć można by mniej więcej jako Żupnik), który stał się później nazwiskiem jego potomków, dziedziców Šovaru.

Jerzy zmarł ok. 1305 – 1307 r., a jego potomkowie – Soóšovci – posiadali zamek do XVI w. i na krótko odzyskali go w następnym stuleciu. Później przez jakiś czas warownia była siedzibą zbójców (stąd też dzisiejsza nazwa zamczyska), a w 1715 r. została zburzona – obok wielu innych zamków górno-węgierskich – na mocy decyzji węgierskiego sejmu (wymuszonej przez stronnictwo proaustriackie, po upadku antyhabsburskiego powstania Franciszka Rakoczego).

Na Sądecczyźnie z kolei dawne dobra Jerzego – Wielogłowy, Wielopole i Zabełcze – stały się dziedzictwem potomków wojewody Ottona. W 1312 r. jako ich właściciel pojawia się w źródłach niejaki Żegota herbu Stary Koń. Według dawniejszych badaczy był on synem Ottona, który buntując się, wspólnie z Żegotą i Januszem, przeciw Leszkowi Czarnemu spowodował rozłam w rodzie Toporów. Ponieważ pozostali członkowie tego rodu poparli Leszka, Otton miał zerwać z Toporczykami i przyjąć sobie za herb Konia, na pamiątkę wierzchowca, na którym uciekał z pola bitwy pod Bogucicami.

Dziś jednak wiadomo, że ród Starych Koni nie pochodził od Ottona, ale miał innego, żyjącego sto lat wcześniej protoplastę. Był nim Sułek z Niedźwiedzia, rycerz Kazimierza Sprawiedliwego. Wspomniany Żegota był zaś jego właśnie potomkiem (w którymś kolejnym pokoleniu) oraz zięciem Ottona Toporczyka lub też synem jego córki, która poślubiła nieznanego bliżej przedstawiciela rodu Starych Koni.

Z pewnością od Żegoty z Wielogłów pochodzą znani z późniejszych wieków dziedzice Wielogłów, Wielopola i Zabełcza – Wieloglowscy i Wielopolscy herby Stary Koń. Ci ostatni zresztą znani są szerzej, już z okresu późniejszego – XVII, XVIII i XIX w., jako polska rodzina hrabiowska.

W samych Wielogłowach pamiątką po Starych Koniach (być może po samym Żegocie) jest istniejący do dziś zabytkowy kościółek pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Świątynia dziś trochę zaniedbana i zapomniana, zawsze zamknięta na głucho i przyćmiona przez nowy duży kościół, stanowi jeden z najstarszych zabytków architektury Sądecczyzny. Chociaż obecny kształt uzyskała w znacznej mierze po rozbudowie XVII-wiecznej, pochodzi wszak z początku XIV stulecia (datowana jest na 1318 r.). Stąd też przypuszczenie, że jej fundatorem mógł być sam Żegota.

Nie zachowały się niestety na Sądecczyźnie żadne pamiątki po Jerzym Szowarskim. Został on właściwie zupełnie zapomniany, a przecież niemałe zasługi oddał miejscowej ludności w trudnej chwili najazdu tatarskiego. Ciekawe zaś jest, jak symbolicznie historia zatoczyła koło, gdy pod koniec XIX w. w przyszedł na świat Wielopolu, a we wspomnianym kościółku w Wielogłowach ochrzczony został ktoś inny, także po ojcu mający za przodków Węgrów – przyszły ksiądz Józef Andrasz, jezuita, spowiednik i kierownik duchowy siostry Faustyny Kowalskiej.

Te dwie postaci – Jerzego Sóvári i ojca Andrasza spinają jakby klamrą dzieje owych dwóch podsądeckich miejscowości. Ich przykład stanowić może wyrazisty symbol wielowiekowych bliskich stosunków, panujących pomiędzy naszymi przysłowiowo wręcz zaprzyjaźnionymi narodami – polskim i węgierskim – widoczny w tym przypadku przez pryzmat nie wielkich dworów, władców i dyplomatów, ale bliskich nam, dobrze znanych miejsc i ludzi, którzy kiedyś żyli tu, gdzie dziś wznoszą się nasze domy.

Sławomir Wróblewski

Na ilustracjach:

  • 1 i 2: Zbojnícky hrad Soľnohrad koło Preszowa – fragmenty ruin dawnej siedziby Jerzego Szowarskiego i jego potomków, fot. Jozef Kotulič
  • 3: Zbojnícky hrad Soľnohrad – rekonstrukcja