List zza grobu

Kochany Panie Rafale,
ja tutaj nie cierpię wcale.
Znalazłam się tu znienacka:
ta jazda była wariacka.
Skończyła się na drzewie.
Co dalej? Nikt tu nie wie.
A czemu nie ma to Pana?
To nie ja byłam pijana,
tylko Pan, Panie Rafale.
Jednak zabrałam korale,
wie Pan, te od Tatusia.
Pan też coś zabrać musiał,
prawda? Jakiś rekwizyt.
Tutaj nie składa się wizyt,
(o ile wiem), ale czasem
widzę anioła pod lasem.
Jeżeli to las jest, bo może
inne stworzenie boże,
długie jak las i szumiące.
Ja chyba stoję na łące,
a anioł cały jest z piany
i trochę rozmazany,
więc nie wiem, jaką ma płeć.
Co mógłby ode mnie chcieć?
Co Pan chciał, zapomniałam.
Jak długo będę tu stała,
zanim się dowiem, po co
stoi się dniem i nocą?
Może Pan wie, Rafale?
O! drugi anioł! Korale
mi spadły z piersi. Lecz gdzie
są piersi moje dwie?
Gdzie łono?
Kto wie?