O poezji Wandy Łomnickiej-Dulak – laudacja

Wanda jest poetką. Na tym zdaniu mógłbym zakończyć. Poetką – to nie znaczy, że tak jak zapewne niejedna osoba na tej sali napisała garść wierszy, że próbowała uchwycić nieco z urody – lub goryczy – świata, że zaznajomiła się z techniką pisarską, zabrnęła w zaułki polszczyzny.

Jest poetką, to znaczy, że po wielokroć przekroczyła tę niewidzialną, a jednak wyczuwalną cienką kreskę, ponad którą już wieje wiatr, czyniony przez Euterpe, apollińską Muzę poezji lirycznej, córkę Zeusa i Mnemosyne, bogini pamięci.

I to właśnie z pamięci najpierw o ojcu, potem o innych przodkach: góralach nadpopradzkich, zwących się dziś Czarnymi Góralami, wynika poezja Wandy. Z trudu życia, przetworzonego – jak pisał Norwid – „przez form-czary”, płynie ta poezja.

Słyszymy ją (i tu znów przywołam słowa znakomitego pisarza:) „w rytmie górskich potoków”: Łomniczanki, Czercza, Jaworzyny. Czujemy ten rytm, dobiega nas szum strumienia. To poezja. Ma ona pod piórem Wandy dwa skrzydła: liryki pisane gwarą i liczniejsze, językiem ogólnym, literackim.

Czy wyliczać tu inne prace Wandy: słownik gwary Czarnych Górali, scenariusze widowisk, w których odżywa tradycja przysiółków niewielkiego miasteczka, Piwnicznej-Zdroju? Czy dodawać, że poezja Wandy jest śpiewana do tonu skrzypków góralskich? Że Wanda sama pięknie ją czyta, wyśpiewuje, wytańczyć potrafi?

Ziemia Sądecka żyje muzyką, to wiemy. Zaś ta muzyka dzięki Wandzie Łomnickiej-Dulak karmi się słowem rzadkiego ptaka: żywej poezji. Usłyszeli to uczestnicy plebiscytu „Sądeczanina”, usłyszała też Kapituła Orderu imienia ks. prof. Bolesława Kumora i Wasz sługa, który już kończy.