Sympatyczny książę

Leszek Biały był, co tu mówić, ofermą. Kierowali nim kolejno: mamusia, stryjo, możnowładcy. Pod nogami plątał mu się Mieszko Plątonogi. Wojny o powiaty ruskie (a to o księstwo włodzimierskie, a to o Przemyśl i Lubaczów) Biały prowadził bez powodzenia przez niemal 30 lat. Tak polubił ten „kierunek wschodni”, że nawet wziął stamtąd żonę, Grzymisławę (Rusinki śliczne, ale imię brzmi trochę zbyt grzmiąco).

Od tej to Grzymisławy postanowił nie odjeżdżać, jak też od lubego Krakowa i Piwnicy pod Baranami. Dlatego oświadczył w 1221 roku papieżowi, że na wyprawę krzyżową nie ruszy, bo u Saracenów brakuje piwa i miodu. Może nie wiedział, jak pięknie ich kobiety wykonują taniec brzucha? Nie wiedział, że kultura duchowa Saracenów o całe epoki wyprzedza jego biedniutką kulturę słowiańską? Że mają najlepszą naówczas opiekę lekarską? Filozofię, jakiej my i dziś nie mamy?

Tak czy inaczej, nie pojechał.

No i właśnie jego lubię. Nie za lenistwo do podróży. Ale za to, że nie próbował ogłaszać swojej racji wszystkim naokoło. A w jego czasach te rację wykonywano tak: Jędrka do ciemnicy (nie zapłacił podymnego), Kazikowi wybić zęby (jadł kiełbasę w piątek), Józka rozerwać końmi (gejów nie tolerujemy) i tak dalej, i tak dalej…

Leszek Biały nie łaził po ulicach z pochodniami, drąc się „tu jest Polska”. Wiedział, że na wrzeszczących mieszczanie wylewają zawartość nocników. Kraków był wtedy nie większy od dzisiejszego Starego Sącza, ale po piwie moczu wystarczyło.

Rycerze Leszka wymykali się z Wawelu ma spotkania w lasku, oddzielającym wawelskie wzgórze od Rynku. Spotykali się tam z żonami i córkami mieszczan, zajętych handlem. Dzięki temu, że Leszek na krucjatę nie pojechał, to i oni przeżyli, i potomstwa krakusom przysparzali.

Napadnięty podczas brania kąpieli, Leszek Biały zabity został w ucieczce nagi „jak go Pan Bóg stworzył”. Dokonali tego koledzy Słowianie. Czerwona krew spłynęła na łaziebne prześcieradło, które Leszek zdążył porwać w ucieczce.

Biel i czerwień. Tak powstawał naród.

16.10.2010