“Węgierskie rycerstwo na Sądecczyźnie, sądeckie rycerstwo na Węgrzech”

Powszechnie znaną sprawą są rozwinięte szeroko w minionych stuleciach kontakty pomiędzy Sądecczyzną a ziemiami węgierskimi – w szczególności sąsiednimi Górnymi Węgrami. Zasadnicze znaczenie dla rozwoju tych kontaktów miała oczywiście ta okoliczność, iż południowa granica administracyjna kasztelanii i potem powiatu sądeckiego pokrywała się z granicą państwową polsko-węgierską. Tak więc wchodzący w skład Górnych Węgier Spisz stanowił jeden z regionów bezpośrednio graniczących z ziemią sądecką.

Przez obszar Sądecczyzny przebiegał starodawny ważny szlak komunikacyjny o charakterze ponadregionalnym, łączący Małopolskę z ziemiami na południe od Karpat. Początki tego szlaku przypadają na czasy przedpiastowskie, czy też, inaczej mówiąc, „wiślańskie”; i według niektórych badaczy, w tym okresie stanowił on drogę łączącą ziemie „państwa” Wiślan z państwem wielkomorawskim. Z czasem, kiedy Nitra przeszła pod władanie węgierskie, dawna „wielka droga” stała się łącznikiem między monarchią polską i węgierską.

W powszechnej świadomości funkcjonuje przede wszystkim obraz szeroko rozwiniętych stosunków pomiędzy miastami małopolskimi a górno-węgierskimi; znane są kontakty kupieckie Krakowa z Koszycami czy Nowego Sącza z Bardiowem. Nie tylko jednak mieszczanie z obu sąsiednich pogranicznych regionów utrzymywali ze sobą ożywione kontakty. Istotnym elementem w stosunkach lokalnej społeczności pogranicza – oczywiście przy innym charakterze i skali – były wzajemne stosunki rycerstwa obu krain.

Gdy chodzi o to zagadnienie, najpowszechniej znane są takie wydarzenia, jak najazd Ścibora ze Ściborza na Sądecczyznę w 1410 r., awanturnicze czyny braci Komorowskich na Węgrzech w połowie XV w. czy nieco późniejsze łupieżcze wyprawy Tomasza Tharczaya na ziemie polskie. Wypadki te jednak nie stanowią pełnej ilustracji tego, jak w okresie wieków średnich wyglądała codzienność na sądeckim pograniczu. Z reguły bowiem tutejsza ludność współżyła w pokoju; obserwujemy przy tym zjawisko pewnej transgranicznej mobilności rycerstwa (czy późniejszej szlachty). W źródłach spotykamy zarówno rycerzy węgierskich, którzy wchodzą w posiadanie dóbr w ziemi sądeckiej i osiadają tu, jak i odwrotnie – związanych z Sądecczyzną, a uzyskujących majętności w Królestwie Węgier i służących tamtejszym władcom.

Przypuszczalnie pierwsi rycerze pochodzenia węgierskiego pojawili się w ziemi sądeckiej ok. 1280 r., gdy do Sącza przeniosła się po śmierci męża pochodząca z dynastii Arpadów księżna Kinga. Z jednej strony realizowała ona franciszkański ideał pokory i ubóstwa, z drugiej jednak – sprawowała rządy de facto książęce. W związku z tym stworzyła w Sączu skromny dwór; posiadała urzędników („ministrów”), rządców, sędziów. Funkcje te sprawo-wali oczywiście przedstawiciele rycerstwa: częściowo przybyłego z Kingą z Krakowa, częściowo wywodzącego się z lokalnych rodów sądeckich, a częściowo – moglibyśmy sądzić – pochodzącego z Węgier. Zresztą pojawiała się w literaturze opinia, iż nadanie Kindze przez męża akurat ziemi sądeckiej – graniczącej z monarchią węgierską – nie było przypadkowe i miało umożliwić księżnej kontakt z jej ojczystym królestwem; a więc i zarazem mogła ściągać stamtąd co bardziej zaufanych rodaków.

Niestety, nie mamy zbyt wielu jasnych informacji o pochodzeniu członków dworu Kingi. W wielu przypadkach skazani jesteśmy na domysły i tylko o jednym wiemy na pewno, że pochodził z Węgier. Był nim niejaki Maciej z Myślca, po raz pierwszy poświadczony źródłowo dopiero w 1301 r., zatem już po śmierci Kingi. Później wymieniany jest on jeszcze w aktach z 1313 i 1327 r., z których dowiadujemy się właśnie o jego węgierskim pochodzeniu i o tym, że służył już na dworze księżnej Kingi.

W gruncie rzeczy nie mamy jednak nawet pewności, czy powinniśmy uznać go za rycerza, a to zważywszy na jego – wynikającą z dokumentów – raczej niewysoką pozycję na sądeckim dworze oraz na charakter nadania, jakie w 1327 r. otrzymał od ówczesnej ksieni klary-sek Katarzyny. Otóż nadała mu ona wówczas – w uznaniu za długoletnią wierną służbę – sołectwo w należącej do klasztoru nadpopradzkiej wsi Myślec.
Mamy za to pewne informacje o najbliższej rodzinie Macieja. We wspomnianym akcie nadania wymieniony jest bowiem także jego syn, imieniem Mikołaj, który wspólnie z ojcem otrzymał od ksieni myśleckie sołectwo. Z kolei w „Żywocie św. Kingi” (z pierwszej połowy XIV w.) czytamy o córce Macieja (nie wymienionej z imienia), która miała umrzeć nagłą śmiercią, ale wskutek gorących modlitw jej rodziców, za wstawiennictwem św. Kingi, cudownie powróciła do życia.

Wspomniany Maciej towarzyszył zapewne Kindze w Sączu już w latach 80. XIII w., więc możemy uznać go za pierwszego poświadczonego Węgra osiadłego w Sądecczyźnie (pomijając oczywiście samą św. Kingę). Literalnie wcześniej niż Maciej w źródłach występuje jednak inny rycerz węgierski, który uzyskał dobra na omawianym terenie. Chodzi tu o dość interesującą postać Jerzego Sóvári – czy też, jak spotkać możemy w dawniejszej literaturze – „Szowarskiego”, bądź – jak też określa go Szczęsny Morawski – Szymonowica (tj. syna Szy-mona).
W 1287 r. otrzymał on od księcia krakowskiego Leszka Czarnego trzy wsie w ziemi sądeckiej: Wielogłowy, Wielopole i Zabełcze. Książę wcześniej miejscowości te odebrał ich poprzedniemu właścicielowi Ottonowi h. Topór, z powodu jego udziału w buncie, jaki wywołali przeciw niemu możnowładcy małopolscy.

Jerzy Sóvári – odwrotnie niż Otto – walczył po stronie Leszka Czarnego. Stał on na czele posiłków przysłanych na pomoc krakowskiemu księciu przez zaprzyjaźnionego z nim króla Węgier Władysława IV. Brał przede wszystkim udział w zwycięskiej dla Leszka bitwie pod Bogucicami w 1285 r., gdzie został nawet dość poważnie ranny. Później z kolei – na prze-łomie 1287 i 1288 r. – wspomagał Małopolan w obronie przed najeźdźcami tatarskimi, którym stawiał czoła na ziemi sądeckiej. W uznaniu tych właśnie zasług książę nadał mu trzy wymienione wyżej wsie nad Dunajcem.
Nie za długo jednak Jerzy pozostał w ich posiadaniu. Już bowiem w latach 90. XIII w. Otton odzyskał swe dawne włości. Nie wiemy z pewnością, w jakich okolicznościach się to stało, choć warto zwrócić uwagę na wersję Szczęsnego Morawskiego. Twierdzi on, iż Otton doszedł do porozumienia z Jerzym Szowarskim, który odstąpił Toporczykowi jego dawne wsie. Równocześnie Jerzy uzyskał bowiem od króla Węgier dobra w swojej ojczyźnie i tam uczynił sobie siedzibę.

Dobra te Jerzy dostał od króla Węgier Władysława w zamian za zasługi w walkach z Przemysłem Otokarem II oraz z Tatarami. Nadaną mu majętność stanowiły miejscowości Šovar, Sópotok („Solny Potok”) i Delňa, wraz ze znajdującymi się w tych dobrach źródłami solnymi. Zachował się dokument króla Macieja Korwina z 1474 r., potwierdzający akt Włady-sława IV z 1288 r., którym ten nadaje Jerzemu, synowi Szymona wspomniane trzy miejscowości – określone w dokumencie, jako położone w komitacie Szarysz – oraz pobliski „solny strumień”.

Wszystkie miejscowości otrzymane przez Jerzego położone były blisko siebie. Leżały generalnie na terenie dzisiejszego Solivaru – dzielnicy słowackiego Prešova. Według wielu autorów to tu właśnie (w miejscu dzisiejszego kościoła św. Szczepana) znajdowała się zagadkowa budowla, znana ze źródeł jako Castrum Salis – a więc „Solny Gród” – przez pewien czas w XI w. mająca leżeć na południowym pograniczu władztwa piastowskiego.
Z kolei kilka kilometrów na wschód od tegoż Solivaru znajdują się, na wzniesieniu Zámek koło Ruskej Novej Vsi, ruiny tzw. zbójnickiego zamku Soľnohrad. Budowla ta stano-wiła obronną rezydencję Jerzego i jego potomków; w źródłach z początku XIV w. określana jest jako castrum Sowar. Swoją drogą – ściśle rzecz biorąc – dopiero odtąd, od swej nowej siedziby, Jerzy zaczął określać się jako Sóvári, a także jako Soós (co tłumaczyć można by mniej więcej jako Żupnik), który to przydomek przyjęli jako nazwisko rodowe jego potomkowie, dziedzice Šovaru.

Wróćmy już jednak na ziemię sądecką i przywołajmy postać kolejnego pojawiającego się w źródłach przedstawiciela osiadłego tu węgierskiego rycerstwa. Był nim, ściśle rzecz bio-rąc, spiski szlachcic pochodzenia niemieckiego – komes Sasów spiskich Jordan Görgey. W 1301 r. otrzymał on od króla Wacława II dobra na samym ówczesnym pograniczu polsko-węgierskim. Ziemie, jakie wówczas uzyskał, leżą dziś w granicach Słowacji, a w tamtym czasie stanowiły południowe rubieże Sądecczyzny; odnośny akt określa je wciąż jeszcze jako leżące in terra Sandecensi. Były to miejscowości Gniazda (a więc dzisiejsze Hniezdne) oraz Lubowla (tj. obecna Stará Ľubovňa).

O tym, jak to się stało, że rejon Lubowli zaliczał się niegdyś do kasztelanii sądeckiej i jak do tego doszło, że od niej – na rzecz Węgier – odpadł, za wiele by w tym miejscu pisać (stopniowe przechodzenie tych terenów pod władzę węgierską i towarzyszący spór kościelny są dość szeroko opisane w literaturze). Stwierdzić możemy tyle, że owo „przejście” w granice węgierskie nastąpiło ostatecznie w początkach XIV w. i lokalne rycerstwo miało w tym pe-wien udział.

Już wcześniej posiadane rodzinne włości Görgeyów (uzyskane przez nich z nadania Beli IV w 1256 r.) leżały bardzo blisko otrzymanych teraz dóbr, bo zaraz na południe i zachód od Podolińca. Akt Wacława był więc dla nich, z punktu widzenia majątkowego, bardzo ko-rzystny (chyba nawet na pewnym odcinku udało się im obie części majątku połączyć). Najpewniej król Wacław dokonał nadania dla Jordana w związku ze staraniami o koronę węgier-ską dla swego syna; Görgeyowie byli jego stronnikami. Nie utrzymali się oni jednak najwyraźniej długo w posiadaniu Lubowli i Gniazd, gdyż wkrótce po wycofaniu się w 1304 r. Wacła-wa z Węgier utracili je na rzecz Amadejów (czy Omodejów), popierających Karola Roberta Andegawena od roku 1303. Görgeyowie tez nieco później uznali jego władzę, jednak już w 1307 r. Amadej Aba uzyskał od Karola nominację na żupana spiskiego i przejął Lubowlę (we-dług niektórych autorów z istniejącym już zamkiem, według innych zaczynając dopiero jego budowę). Tym samym obszar ten ostatecznie przeszedł pod władzę węgierską.

Z kolei na Sądecczyźnie zaczęły zachodzić istotne zmiany osadnicze i gospodarcze; powstaje nowe centrum regionu – Nowy Sącz, a na otaczających miasto terytoriach pojawiają się w XIV stuleciu nowe miejscowości i coraz to kolejne majątki rycerskie. Wśród tychże lokalnych rycerzy nie obserwujemy już w zasadzie Węgrów, ale za to tendencje się odwracają i z czasem – od końca XIV w. – to sądeckie rycerstwo uzyskuje majątki w Królestwie Węgierskim i angażuje się w tamtejsze sprawy.

Pierwszą postacią, na jaką w tym miejscu należy zwrócić uwagę jest Piotr i jego syn Andrzej Rożenowie (czy też Rożnowie) herbu Gryf. Piotr znany jest nam z lat 1378–1389, a z Andrzejem spotykamy się w źródłach w okresie 1400–1425. Rodzina swoje włości posiadała przede wszystkim na Pogórzu Rożnowskim, na prawym brzegu Dunajca, z głównym ośrodkiem w zamku w Rożnowie, w sąsiedztwie dóbr innych Gryfitów. Jej dwaj wspomniani przedstawiciele mieli jednak również pewne dobra na Węgrzech. W przypadku Piotra nie otrzymujemy co prawda na ten temat wprost informacji ze źródeł, ale wiemy, że jego syn Andrzej majętności te odziedziczył właśnie po ojcu.

Piotr z kolei najpewniej uzyskał nadanie na Węgrzech z rąk Ludwika Andegawena lub jego matki, polskiej regentki, Elżbiety Łokietkówny. Był blisko związany z dworem królewskim – zarówno węgierskim, jak i polskim. Odnotowujemy go w otoczeniu królowej Elżbiety, potem Jadwigi i wreszcie Jagiełły. Był rycerzem pasowanym i przez jakiś czas (w latach 80. XIV w.) piastował urząd starosty łęczyckiego (w pewnym momencie z nieznanego powodu z urzędu tego znika, nadal jednak pozostaje w bliskości monarchy).

Niestety, przekazy mówiące o węgierskich dobrach Rożnów są niezwykle lakoniczne i nie posiadamy żadnej bliższej informacji na temat tego, co też konkretnie rodzina ta w Królestwie Węgierskim posiadała. Musiałyby być to jednak dość znaczące dobra, bowiem Andrzej zaraz po ich objęciu wyjechał na Węgry i przebywał odtąd przede wszystkim tam. Zarazem w swej drugiej ojczyźnie wszedł, podobnie jak niegdyś ojciec, do najbliższego otoczenia władcy – króla Zygmunta Luksemburskiego. Zmarł po roku 1425; prawdopodobnie poległ w bitwie z Turkami pod Golubacem (Gołąbcem) w 1428 r.

Z osobą Andrzeja Rożna związana jest ciekawa historia z zakresu stosunków państwowych polsko-węgierskich. Chodzi tu o tzw. „sprawę insygnialną”, opisaną przez Jana Długosza. Otóż Andrzej miał pośredniczyć w ważnej akcji dyplomatycznej – przekazania Władysławowi Jagielle przez Zygmunta Luksemburczyka polskich insygniów koronacyjnych. Insygnia te (korona, berło, jabłko i miecz Szczerbiec) wcześniej zabrał z Polski Ludwik Węgierski, a inicjatorką całej operacji była ponoć jego matka Elżbieta. Według Długosza, widząc jak jej syn „niedbale załatwiał wszystkie sprawy” polskie, obawiała się ona, by Polacy nie po-zbawili go władzy i nie oddali korony komu innemu. Toteż koronę kazała wywieźć.

Później, po śmierci Elżbiety i Ludwika, insygnia nadal pozostawały na Węgrzech. W związku z tym nawet Władysław Jagiełło musiał być koronowany przy użyciu insygniów zastępczych. Dopiero w 1412 r., przy okazji rokowań pokojowych w Lubowli lub zaraz potem w Budzie, Jagiełło doszedł w tej sprawie do porozumienia z Luksemburczykiem. Ustalono wówczas, że Zygmunt zwróci polskiemu władcy insygnia, a na ich faktycznego doręczyciela wy-znaczony został jego dworzanin, a zarazem poddany Jagiełły, Andrzej Rożen. W podzięce za wykonaną już misję król polski obdarzył go sumą 100 grzywien oraz dwoma wsiami w ziemi sądeckiej (niestety, nie wiemy, którymi).

Kolejnym rycerzem związanym z Sądecczyzną, a zarazem i z Królestwem Węgierskim był nie kto inny, jak Zawisza Czarny. Sylwetki tej sławnej postaci nie trzeba na pewno przy-bliżać, powiedzmy tylko tyle, że w latach 1425 – 1426 wszedł on w posiadanie zamku rożnowskiego z okolicznymi dobrami. Były to majętności po rodzinie Rożnów, które jakiś czas wcześniej, z powodu dość poważnych trudności materialnych, wdowa po Piotrze Rożnie (matka Andrzeja, o którym dopiero co była mowa) stopniowo sprzedała lub zastawiła. Zawisza połowę zamku z przyległymi włościami nabył na własność, połowę zaś przejął w formie zastawu – od Piotra Kurowskiego herbu Szreniawa.

Dobra w ziemi sądeckiej stanowiły wprawdzie dla Zawiszy kolejny już składnik jego sporego majątku, jednak mamy prawo przypuszczać, że uważał on Rożnów za ważny nabytek i tutaj zdecydował się uczynić sobie główną siedzibę. Wniosek taki wyciągać możemy stąd, iż niebawem po tym, jak wszedł w jego posiadanie, zaczął określać się w dokumentach jako Zawisza z Rożnowa (tak też pisze o nim Jan Długosz). Niestety, niedługo było mu dane cieszyć się urokami Sądecczyzny i Dunajca płynącego pod zamkiem, ponieważ – podobnie jak Andrzej Rożen – poległ w 1428 r., pod Golubacem.
Zawisza Czarny, jako rycerz bywały na dworach wielu krajów Europy, pozostawał również w dość bliskich stosunkach z królem węgierskim Zygmuntem Luksemburczykiem. Zresztą w jego służbie walczył w 1408 r. w Bośni, w latach 20. XV w. przeciw husytom i w swej ostatniej nieszczęsnej wyprawie przeciw Turkom. Od króla Zygmunta otrzymał też prawo do pobierania dochodów z miasta królewskiego Sabinov koło Preszowa.

Poza tym nie wiadomo o innych posiadłościach Zawiszy na Węgrzech, choć niewykluczone, że jakiś jeszcze majątek tu posiadał. Na pewno ze względu na stałe kontakty z Węgra-mi oraz bliskie stosunki z królem Zygmuntem, w 1422 lub 1423 r. Jagiełło powierzył mu za-rząd nad starostwem spiskim. Po śmierci Zawiszy urząd starosty lubowelskiego objął nato-miast jego brat Jan Farurej.

Kolejne postaci, o których można by jeszcze wspomnieć, to bracia Mikołaj i Piotr Komorowscy herbu Korczak. Byli oni w XV w. właścicielami i dzierżawcami dóbr na Nowotarszczyźnie (wchodzącej wtedy w skład powiatu sądeckiego i uznawanej generalnie za część ziemi sądeckiej), a znani są szerzej jako pograniczni awanturnicy i uczestnicy walk o tron węgierski.

Mikołaj Komorowski w 1440 r. został ustanowiony starostą spiskim, z ramienia biskupa Zbigniewa Oleśnickiego, który dzierżawił Spisz za pożyczkę udzieloną królowi. Później widzimy Komorowskiego, jak angażuje się w konflikty swego protektora. W 1441 r. najechał górno-węgierski Sabinov, z którego dochody czerpał wówczas syn Zawiszy Czarnego Marcin, skonfliktowany z Oleśnickim. W latach 1441–1442 walczył z innym wrogiem biskupa, Janem Jiskrą z Brandysa, m.in. rabując i podpalając Preszów! Podczas tych walk ostatecznie Mikołaj dostał się do niewoli, którą opuścił po zawartym przez Jiskrę i Oleśnickiego w 1444 r. rozejmie. Później jeszcze – w roku 1449 – Komorowski zajął węgierski zamek Pławiec nad Popradem.
Także brat Mikołaja Piotr angażował się w walki na Węgrzech. Najpierw w latach 40. XV w. popierał Władysława Jagiellończyka w jego staraniach o węgierską koronę i brał udział w rokowaniach między Oleśnickim i Janem Jiskrą. Później walczył zaciekle przeciw Janowi Jiskrze (m.in. niepokojąc w 1455 r. miasto Bardiów), to znów w jego siłach przeciw Janowi Hunyadiemu i ponownie przeciw Jiskrze, a następnie przeciw Stefanowi Zapolyi, aż wreszcie poparł Macieja Korwina. Król ten w zamian w 1469 r. potwierdził mu posiadanie dóbr na Wę-grzech (dodając jeszcze pewne włości) i ze swej strony zatwierdził go na urzędzie żupana komitatów Orawa i Liptów. Zamki: orawski i liptowski opanował Piotr w zasadzie już wcześniej (częściowo zbrojnie) – w latach 1441–1444. Poza tym zaś udało mu się wejść w posiadanie Likavy koło Rużomberoka, a swoim dokumentem z 1469 r. Maciej Korwin nadał mu też m. in. Starý Hrad przy Strečnie.

W ten sposób Piotr Komorowski stał się na Węgrzech magnatem, co zresztą nie budziło zachwytu węgierskiego możnowładztwa. Niestety, z powodu swego awanturnictwa i tendencji do nieustannego zmieniania sojuszy wszystkie swoje majętności węgierskie utracił. W 1471 r. przeszedł bowiem na stronę Jagiellonów w ich konflikcie z Maciejem Korwinem. Kie-dy zaś załamała się polska wyprawa królewicza Kazimierza na Węgry, Maciej zwrócił się przeciw swoim wewnętrznym wrogom i w 1474 r. odebrał Piotrowi wszystkie dobra w swoim królestwie (co prawda za niemałą rekompensatą pieniężną).

W zamian król polski nadał mu Żywiec i Szaflary z przynależnościami oraz dochody z kilku tenut i żup. Swoich węgierskich posiadłości i wpływów Piotr już nie odzyskał, a polskie dobra po jego śmierci w 1476 r. przejął brat Mikołaj. On też następnie zgodził się wydać zam-ki w Żywcu, Szaflarach i Barwadzie Maciejowi Korwinowi w zamian za zwrócenie dawnych dóbr węgierskich brata. Król Kazimierz Jagiellończyk uprzedził jednak wypadki i w roku 1477 siłą odebrał Komorowskiemu wszystkie trzy warownie, a następnie skonfiskował cały jego majątek.
Ostatnim wątkiem, na jaki możemy jeszcze zwrócić uwagę, jest wspomniane już zagadnienie pogranicznego rycerskiego zbójnictwa. Jest ono dość powszechnie znane i wiąże się z naszym tematem luźno, więc wspomnijmy o nim pokrótce. Mamy tu do czynienia z dwoma właściwie zjawiskami, występującymi zasadniczo od XV w. Jednym jest działalność węgierskich raubritterów po polskiej stronie granicy, drugim – odwrotnie – polskich zbójców na Górnych Węgrzech.

Jeśli chodzi o raubritterów górnowegierskich działających na terenach polskich, a ściśle – w górach południowej Sądecczyzny – na czoło wysuwa się tu postać starosty Lipian Tomasza Tharczaya. Najeżdżał on na polskie ziemie w latach 60. i 70. XV w. i – co warto zauważyć – w pewnym okresie czynił to za wiedzą i przyzwoleniem Macieja Korwina. M.in. zdobył on i zniszczył biskupi zamek w Muszynie, który jednak na mocy ugody z Kazimierzem Jagiellończykiem w 1474 r. król Maciej niebawem zwrócił i odbudował.

Gdy z kolei mówimy o polskich rycerzach-zbójcach, działających na Górnych Wę-grzech, to wymienić możemy tu choćby Borzywoja i Włodka Skrzyńskich, którzy najpierw działali na Żywiecczyźnie i Podhalu, ale wypędzeni z tamtych rejonów, przenieśli się na południową stronę Tatr, w okolice Żyliny (ulokowali się w zamku Lietava). Tam zaś inny polski awanturnik, Piotr Komorowski – co znamienne – z wielką gorliwością tępił lokalne bandy raubritterów i przepędził Skrzyńskich również z tego terenu.

Podsumowując. Pomiędzy ziemią sądecką a pogranicznymi obszarami Górnych Węgier przez całe w zasadzie wieki średnie panowały dość ożywione stosunki, w których znaczący udział miało rycerstwo. Stosunki te bywały różne. Jeśli chodzi o sądeckich rycerzy w Królestwie Węgierskim, ich udział w życiu tego państwa bywał dość znaczący. Dobra, które posiadali, zlokalizowane były – z tego co wiemy – zawsze wyłącznie na terenie Górnych Węgier, a więc dzisiejszej Słowacji. Podobnie, gdy chodzi o rycerzy węgierskich na Sądecczyźnie, znowu jest to raczej rycerstwo górno-węgierskie. W tym gronie na pewno największą rolę w sprawach polskich odegrał Jerzy Sóvári – obrońca Sądeczan przed Tatarami, którego postać jest u nas chyba trochę zapomniana; podobnie zresztą jak i nieco zagadkowy Maciej, dworzanin księżnej Kingi, zamieszkujący przed wiekami w urokliwej dziś i ustronnej wiosce Myślec nad Popradem.

Sławomir Wróblewski
N. Sącz, 28.10.2017